|
|
|
|
Wybierz wiadomości z interesującego Cię miesiąca:
05/2003 |
04/2003 |
03/2003 |
02/2003 |
01/2003 |
12/2002 |
11/2002 |
10/2002
|
|
|
06.05.2003 - Dębski i Malewski zdają maturę
W jutrzejszym spotkaniu w Tarnowie Legia zagra m.in. bez Grzegorza Malewskiego i Karola Dębskiego. Dzisiaj obaj pisali egzamin maturalny z języka polskiego. Jutro czeka ich kolejny egzamin dojrzałości. Życzymy powodzenia.
na podstawie: Gazeta Wyborcza
|
|
05.05.2003 - Legia spada
Po trzech latach pobytu w PLK koszykarze Legii praktycznie spadli do I ligi. W sobotę ulegli na własnym parkiecie Startowi 79-86. Do zakończenia rozgrywek drużyn walczących w PLK o miejsca 9-12 zostały wprawdzie jeszcze cztery kolejki, ale sprawa wyłonienia drużyny, która spadnie, stała się dziś właściwie jasna. Po sobotniej porażce ze Startem Legia traci już do lublinian cztery punkty. Uratować ją mógłby jedynie ósmy cud świata. Nie wierzy w niego nawet trener stołecznej ekipy.
"Prawda jest taka, że spadek był przesądzony już w styczniu, gdy opuścili nas wszyscy podstawowi gracze. Mogliśmy walczyć, starać się sprawiać niespodzianki, ale ostatecznie pogrążyła nas kontuzja kostki Andrzeja Sinielnikowa. W sobotę nasz los został przesądzony" - powiedział Jacek Gembal.
źródło: Życie Warszawy
|
|
27.04.2003 - Czy Legii należał się walkower?
Mecz Legii Warszawa z Azotami-Dozorbud Tarnów rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem z winy gości, którzy ponoć utknęli w korku. Czy warszawiakom po 15 minutach nie należał się walkower?
Piłka miała pójść w górę o godzinie 17. Rywali z Tarnowa długo jednak nie było. - Są! - krzyknął ktoś wreszcie minutę przed godz. 17 i oczom wszystkich ukazały się sylwetki dumnych, zadowolonych z siebie, ale na pewno niegotowych do gry koszykarzy Unii. Zamiast przebrać się w autokarze, dopiero kierowali się do szatni.
Widząc to, trener Legii Jacek Gembal zażądał od komisarza zawodów Włodzimierza Narczyńskiego pojawienia się sędziów i odgwizdania regulaminowego rozpoczęcia zawodów. Po upływie 15 minut - jak mówią przepisy FIBA - powinien być walkower. Sędziowie jednak się nie pojawili, a komisarz poinformował Legię, że mecz został przełożony o kilka minut. O godz. 17.17 na parkiet wybiegł pierwszy koszykarz z Tarnowa i rozpoczął rozgrzewkę. Żywiołowe protesty Gembala o odgwizdanie walkoweru lub przełożenie meczu komisarz przyjmował z pokorą, ale nic nie robił - podobnie sędziowie, którzy przyznali się, że wiedzieli od godziny, że Azoty się spóźnią. - Wiedzieli wszyscy, tylko nie ja! A moi zawodnicy jak debile biegają od półtorej godziny po parkiecie, bo myślą, że zaraz grają! - grzmiał Gembal.
Mecz rozpoczął się więc z półgodzinnym opóźnieniem. - Poinformowaliśmy komisarza o godz. 15.53, że stoimy w korku, bo są roboty drogowe, a on zgodził się trochę przesunąć mecz. Przyjechaliśmy o 16.59. Nie mogliśmy przebrać się w autobusie, bo to nie zespół okręgówki. Na parkiet wybiegliśmy o 17.13 i nikt mi nie udowodni, że było inaczej! Wszystko odbyło się w zgodzie z regulaminem. Nałożą na nas kary? A za co? - komentował trener Azotów Mariusz Karol.
Komisarz PLK Bolesław Antonijczuk poinformował "Gazetę", że w przypadku spóźnienia zespołu stosuje się ogólne przepisy FIBA, które mówią o 15-min oczekiwaniu na zespół gotowy do gry. - Jednak o kilka minut nie będziemy się spierać. Trzeba dążyć do tego, żeby mecz się rozpoczął. Zapoznam się z dokumentami za kilka dni, ale raczej nie jestem nastawiony na żadne walkowery - mówi Antonijczuk.
Tak, kurwa. Biednemu zawsze wiatr w oczy. Do kar i dyskwalifikacji to Antonijczuk był chętny jak legioniści po przegranym 'wydrukowanym' meczu z Czarnymi Słupsk powiedzieli kilka ostrych słów prawdy. A teraz proszę - ewidentne złamanie regulaminu i Antonijczuk sobie przymyka oko (szkoda, że nie przymknął po meczu z Czarnymi - a raczej przymknął nie na to co trzeba było: czyli na skandaliczną pracę sędziów). Dlaczego ten złamany huj ostatnio wszystkie decyzje musi wydawać przeciw Legii (bo legioniści mieli odwagę powiedzieć głośno to o czym wszyscy inni tylko szepczą? - że sędziowanie w PLK jest do dupy).
W każdym razie, jeśli nawet o te kilka minut spóźnienia nie należy się spierać i nie domagać walkowera, to mecz co najmniej powinien być rozegrany jeszcze raz - z jednego powodu: Legia nie miała informacji, że goście się spóźnią i się przetrenowała podczas rozgrzewki (widać to zresztą było w pierwszej kwarcie) a sędziowie mając taką informację od godziny NIE PRZEKAZALI JEJ LEGII!!! Niesamowite - i wszystko uszło im płazem!!! Skandal, skandal, skandal - jeśli takie cuda się zdarzają, to nic dziwnego, że Legia może spaść do 1 ligi - i to tylko dzięki sędziom. ABSOLUTNIE NIEWIARYGODNE. GDZIE JEST KOMISARZ LIGI I JEJ WŁADZE?? - CZEMU NIC NIE ROBIĄ?!? SĄ TYLKO CHĘTNI DO WYMIERZANIA KAR LEGII, ALE JEJ PRZECIWNIKOM TO JUŻ NIE. SĘDZIOWIE I KIEROWNICTWO PLK I TYLKO I WYŁĄCZNIE ONI BĘDĄ ODPOWIEDZIALNI ZA EW. ZEPCHNIĘCIE LEGII Z PLK DO 1-LIGI. HUJ WAM W DUPĘ. PIERDOLCIE SIĘ ZŁODZIEJE I DRUKARZE. DO DUPY Z TAKĄ OSZUKAŃCZĄ LIGĄ.
na podstawie: Gazeta Wyborcza
|
|
17.04.2003 - Ja i Olisadebe
Rozmowa z Andrzejem Sinielnikowem, rozgrywającym Legii.
Nie sprawia on wrażenia człowieka impulsywnego - przynajmniej na pierwszy rzut oka - Andrzej Sinielnikow wydaje sie osobą łagodną, spokojną. Tymczasem zdarza mu się zrugać sędziów, "ochrzanić" kolegów z drużyny.
Andrzej Sinielnikow: Przede wszystkim chcę być uczciwy. Wiem, że po spotkaniu z Czarnymi Słupsk zachowałem się impulsywnie, powiedziałem o dwa słowa za dużo. Powinienem chyba przeprosić. Niemniej nie zmienia to mojej opinii o arbitrach prowadzących to spotkanie, popełnili mnóstwo błędów. Są przecież zawodowcami. Nie powinno im się to przytrafiać. Odniosłem wrażenie, że po prostu mnie nie lubią, dlatego nie mają ochoty interweniować, gdy Andriej Kriwonos "częstował" mnie z łokcia...
Rafał Tymiński: W spotkaniu z Czarnymi byliście bardzo blisko zwycięstwa, podobnie kilka tygodniu wcześniej, gdy Legia podejmowała Noteć. Przegrała, bo - w zgodnej opinii obserwatorów - zabrakło na parkiecie Sinielnikowa.
- Pamiętam. Zrobiono z tego wydarzenie. Nie może przyjechać na mecz z Białegostoku, bo go nie stać - mówiono. To nie tak. Nie chodzi o to, że nie mogłem uzbierać stu złotych na benzynę. Mam rodzinę i jeżeli otrzymuję nakaz sądowy eksmisji z naszego mieszkania w Białymstoku, bo zalegam z czynszem, muszę przedłożyć tę sprawę nad wyjazd na mecz. Zresztą bardzo trudno skoncentrować się na koszykówce, gdy głowę zaprzątają sprawy bytowe...
- Mieszkanie w Białymstoku, praca w stolicy. Nie jest to zbyt uciążliwe?
- Do Białegostoku uciekam, by chronić się przed brakiem pieniędzy. Tam mam rodzinę. Ale gdy w klubie były pieniądze, wynajmowałem mieszkanie w stolicy.
- Cały czas obracamy się wokół pieniędzy. W polskiej koszykówce brakuje gotówki. Czy nie lepiej byłoby zmniejszyć ekstraklasę do sześciu w miarę zasobnych zespołów?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jestem zawodnikiem, a nie działaczem. Jednak nie da się ukryć, że istnieje wiele nieprawidłowości, które należałoby wyeliminować. Przykład: Legii zagrożono, że jeśli nie będzie miała pieniędzy na diety dla sędziów, może zostac zawieszona. Ale jeszcze nie słyszałem, żeby zagrożono podobną sankcją któremuś z klubów, który nie płaci graczom. Przed sezonem kluby powinny zadeklarować, jakim budżetem dysponują i zatrudniać zawodników takich, na jakich ich stać. A jeżeli któryś z zespołów nie będzie sie wywiazywać z deklaracji, karnie wyląduje w trzeciej lidze. A na razie PLK pozwala - mówiąc brutalnie - oszukiwać koszykarzy...
- Z drugiej strony, gdyby nie kłopoty finansowe, kilku zawodników nigdy nie przebiłoby się do ekstraklasy?
- To prawda. Nie tylko w Legii. Podobnie jest w stargardzkim Komforcie. Po co zatem ściągać graczy z dawnej Jugosławii, Litwy, skoro są w Polsce nie gorsi, za to młodsi i tańsi. Przecież taki Dominik Czubek ma ogromne serce do walki, sporo potrafi, tymczasem bardzo długo tułał się po niższych ligach. Gracz o podobnej wartości, ale z zagranicy kosztowałby - powiedzmy - dwadzieścia razy drożej.
- Legia będzie do końca walczyć o utrzymanie?
- Jak najbardziej. W naszej sytuacji można znaleźć także pozytywy. Po pierwsze, drużyna gra coraz lepiej. Młodzi się docierają, nie zadarzą nam się już porażki kilkudziesięciu punktów. Przed nami jeszcze sporo spotkań, my nie będziemy słabsi. Tymczasem chodzą słuchy, że niektóre drużyny się wykruszają. Nie płacą, więc koszykarze odchodzą.
- Czy z Legii można trafić do reprezentacji? Tuż po dymisji trenera Dariusza Szczubiała, jedna z poważnych gazet przedstawiła swoją wizję nowej kadry narodowej z Andrzejem Sinielnikowem jako rozgrywającym.
- Dla mnie jest już za późno na grę na europejskim poziomie. Jeszcze pięć lat temu bym się na to zdecydował. Byłem przecież jeszcze za czasów Darka Szczubiała na konsultacjach kadry. I Darek dobrze zrobił, że mnie nie powołał. Jestem przecież z urodzenia Białorusinem, choć od dwunastu lat mam polskie obywatelstwo, ale na pewno nie obeszłoby się bez pretensji, dlaczego trener powołuje takiego gracza. W mojej sytuacji, by występować w kadrze, powinienem być dwa, trzy razy lepszy od innych. Gdy Emmanuel Olisadebe sam wygrywał piłkarskie eliminacje do mistrzostw świata, zachwytom nie było końca. Gdy przestał trafiać do bramki, wciąż pojawiają się pytania - A kto to? A po co?
- Do młodzieniaszków pan nie należy...
- Zajmę się szkoleniem młodzieży. Nie myślę o tym, aby prowadzić jakiś zespół w ekstraklasie. I może wreszcie uda mi się zostać magistrem. Studiuję na gdańskiej AWF, to już moja trzecia uczelnia, więc tym razem wypadałoby doprowadzić sprawę do końca.
- Mam nadzieję, że nauczy pan któregoś ze swoich podopiecznych "firmowego" zwodu - szybki obrót z piłką i rywal zostaje, a droga do kosza wolna?
- Spróbuję, ale to na pewno zajmie sporo czasu.
Rozmawiał: Rafał Tymiński
|
|
16.04.2003 - Kary
Kapitan koszykarskiej drużyny Legii Warszawa Andrzej Sinielnikow został zdyskwalifikowany na dwa najbliższe mecze ligowe. Podobnie jak Dominik Czubek Sinielnikow zapłaci także 1000 zł grzywny, a Legia - za nieuzasadniony protest - 500 zł. Kary to pokłosie meczu sprzed dziesięciu dni Legia - Czarni. Zawodnicy zostali ukarani przez komisarza PLK Bolesława Antonijczuka za "niesportowe i agresywne zachowanie oraz ordynarne odzywki wobec sędziów po meczu". Wynika z tego, że nie było żadnej reakcji Polskiej Ligi Koszykówki na zachowanie Sinielnikowa, który niedługo po zakończeniu meczu głośno namawiał "szalikowców" Legii do pobicia sędziów, a później potwierdził to jeszcze w rozmowie z dziennikarzami.
- Jaki może być mój komentarz? - pyta retorycznie trener Legii Jacek Gembal. - Napisałem odwołanie od tych kar, bo uważam, że są niesłuszne, ale wyrok już został podpisany. Tylko jeszcze się zastanawiam, jaki sens ma odwołanie, skoro nie będzie można go rozpatrzyć przed naszym czwartkowym meczem? - dodaje Gembal.
- Mam poczucie krzywdy głównie dlatego, że żal mi chłopaków. Mieli łzy w oczach po tym, jak skrzywdził nas sędzia. Na dodatek oczywisty błąd sędziów teraz przedstawia się jako wątpliwy. Naszym celem jest dogranie rozgrywek do końca, nawet spadnięcie z ligi z honorem, i taki zespół się teraz krzywdzi? Bo PLK zajęła się skutkami, a nie przyczynami, karząc właśnie nas - dodaje Gembal.
Dzisiaj warszawiacy grają kolejny ważny mecz o utrzymanie - z Komfortem Stargard. Szansa na pokonanie rywala jest spora, tym bardziej że nie zagra kontuzjowany lider stargardzian Shawn Respert. Po rezygnacji z usług Litwina Mindaugasa Jaruseviciusa Komfort ma w składzie tylko czterech zawodników z doświadczeniem (Braswell, Robak, Nizioł, Morkowski) i miejscowych wychowanków. Niewiele to więc odbiega od składu Legii.
- Oni jednak mają mocniejszy zespół, bo ci juniorzy są lepsi od naszych, w końcu zdobyli ostatnio mistrzostwo Polski. Ale to nie znaczy, że nie będziemy walczyć o zwycięstwo - z Andrzejem czy bez niego - mówi trener Gembal.
Taak, sędziowska klika pozbawia legionistów 3 zwycięstw (jednego pewnego nad Czarnymi i dwóch: ze Stargardem i Startem Lublin, bo bez Sinielnikowa ciężko liczyć na zwycięstwa w tych meczach). Kopanie leżącego tylko w imię utrzymania sędziowskiej solidarności a w zasadzie jedności sędziowskiej sitwy. Układy, układy, układy... a że krzywdzi się bezbronnego i nie pozwala się na rozstrzygniecia w sportowej rywalizacji, tylko ustala się je przy zielonym stoliku, to już nikogo nie obchodzi. Te 3 odebrane zwycięstwa mogły być decydujące dla rozstrzygnięcia kto utrzyma się w PLK. Ale po co w ogóle grać, skoro przy zielonym stoliku zapadła już decyzja co do wyniku tych spotkań i co do spadkowicza? Pierdolić i jebać taką ligę.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
07.04.2003 - Czy posypią się kary?
Na drużynę Legii Warszawa zarząd Polskiej Ligi Koszykówki nałoży kary finansowe za zachowanie zawodników, spikera zawodów a także nieodpowiednią ochronę na wczorajszym meczu z Czarnymi Słupsk. To jednak nie wszystko. Być może dodatkowo zostaną ukarani trener stołecznego klubu Jacek Gembal, a także kapitan zespołu Andrzej Sinielnikow (34 lata, 193 cm). Ten ostatni namawiał kibiców do pobicia sędziów.
Zbigniew Szpilewski zapowiedział, że w swoim sprawozdaniu napisze o nagannym zachowaniu zawodników (Dominik Czubek i Andrzej Sinielnikow zaatakowali sędziów spotkania) oraz spikera zawodów który dołączył do w/w zawodników. Legii nie ominie również kara za nieodpowiednią zdaniem Szpilewskiego ochronę na meczu.
Osobna kwestia to zachowanie Andrzeja Sinielnikowa. Zawodnik, który jest kapitanem zespołu i powinien dawać przykład swoim młodszym kolegom po wczorajszym meczu namawiał kibiców do pobicia sędziów. Kapitan Legii wykrzyczał: "A teraz idźcie wp... sędziom!!!. Swoją wypowiedź potwierdził później na łamach "Gazety Wyborczej" a także "Przeglądu Sportowego". Adamowi Romańskiemu powiedział wprost:
Ja to wszystko podtrzymuję. Mogę z każdym usiąść przy wideo i udowodnić, że sędzia z Wrocławia dzisiaj wydrukował mecz. Dlaczego? Bo mu Legia nie zapłaciła za sędziowanie. Ja nie dostaję pieniędzy od pół roku, a on sobie jeździ i kasuje po tysiąc za mecz. Jedyne wyjście to im teraz wp..., jestem całkowicie za tym. Bo jaka jest inna metoda? Dadzą im ocenę "cztery" zamiast "pięć"? I dalej będą bezkarnie rządzić ligą.
Zawodnikowi zgodnie z obowiązującym taryfikatorem (za niesportowe zachowanie) grozi kara od 1 do 5 tysięcy złotych a także kara zawieszenia do trzech miesięcy.
Również kara finansowa (1 - 5 tys. zł) może dotknąć Jacka Gembala. Szkoleniowiec Legii otwarcie skrytykował na konferencji prasowej sędziów tego spotkania. Uważał, że jego zespół został skrzywdzony i najnormalnie w świecie okradziony z wygranej.
Sporną kwestią, która zaogniła całą sprawę była sytuacji na dwie sekundy przed końcem spotknia. Zdaniem ekipy warszawskiej Legii Augenijus Vaskys (31 lat, 196 cm) w ostatniej akcji faulował Dominika Czubka (28 lat, 178 cm). Sędziowie byli jednak innego zdania (szef sędziów Zbigniew Szpilewski po obejrzeniu zapisu meczu powiedział: Nie jestem pewny na 100 procent, ale po obejrzeniu sytuacji na wideo stwierdzam, że sędziowie mogli nie odgwizdać faulu.), dzięki czemu Litwin zdobył zwycięskie punkty. Działacze Legii złożyli zaraz po meczu protest jednak nie mając pieniędzy na włacenie kaucji (5 tys. zł) wycofali się z niego. Teraz zgodnie z regulaminem muszą ponieść karę w wysokości 500 zł.
źródło: www.e-basket.pl
|
|
07.04.2003 - Wniesiony protest
Jacek Gembal po wczorajszym spotkaniu był bardzo zdenerwowany i od razu po końcowej syrenie podbiegł do stolika sędziów. Przez kilka minut kłócił się z sędziami o interpretację ostatniej akcji gości. Ostatecznie złożył pismo, w którym zwraca uwagę na fatalne błędy sędziów w decydujących momentach spotkania. Pod protokołem podpisał się kapitan Legii, Andrzej Sinielnikow.
Jacek Gembal wszelkie koszty związane z protestem bierze na siebie. Zdenerwowany był również Robert Chabelski, który twierdził, że sędziowie chcą "udupić" Legię, dlatego, że w klubie nie ma pieniędzy.
źródło: Bodziach (legialive.pl) na podst. Gazety Wyborczej
|
|
07.04.2003 - "U nas są inne kosze"
Szkoleniowiec drużyny grającej swoje mecze w hali na Bemowie przy ul. Obrońców Tobruku podjął się zadania teoretycznie przerastającego siły. Próbuje utrzymać ją w ekstraklasie mimo to, że ze względu na kłopoty finansowe opuścili ją niemal wszyscy zawodnicy, a w składzie pozostali prawie sami juniorzy. Po pewnym czasie Legię wzmocniło kilku graczy z ligowymi doświadczeniami, ale nie cenionymi na tyle, by ktoś dawał drużynie szanse na utrzymanie w PLK. W najtrudniejszym momencie trener Gembal wspomagał sekcję z własnej kieszeni. I wbrew przeciwnościom, skazana na same porażki, ekipa zdołała odnieść zwycięstwo.
- Jak z zawodników drugo-trzecioligowych i juniorów zbudować zespół ekstraklasy?
Jacek Gembal: Poza Andriejem Sinielnikowem i Kamilem Sulimą dla pozostałych zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością okazało się okrutne. Trzeba było zmienić treningi, taktykę. W tym okresie sezonu normalnie pracuje się nad zachowaniem cech motorycznych, przygotowaniem taktyki pod kątem określonego przeciwnika. A my musimy pracować nad najprostszymi rzeczami, także nad siłą. Moi zawodnicy znaleźli się w takiej sytuacji, jakby przeniesiono ich z podstawówki na uniwersytet, jakby zamiast dodawania słupków kazano im całkować. Po rozpadzie drużyny postawiliśmy sobie tylko jeden cel - dokończyć rozgrywki. Teoretycznie można byłoby dograć do końca juniorami, ale żeby stało się to bez szkody fizycznej dla tych młodych ludzi, konieczne było powiększenie kadry. Z Robertem założyliśmy, że mają podnosić umiejętności. Pretensji za przegrane nikt do nich mieć nie będzie. Przecież na początku ja tych chłopaków w ogóle nie znałem, nie wiedziałem, jak długo grają, na jakim poziomie. Stąd gramy maksymalnie uproszczoną koszykówkę.
- Jak znaleźć motywację do gry, skoro o wynik nikt pretensji mieć nie będzie?
- Najważniejsze dla tych chłopców jest, by widzieli, że ktoś nimi się interesuje. Nie chodzi o notki w gazecie, tylko o całe otoczenie, klub. A są w takiej sytuacji, jakby nikomu poza trenerami, rodzicami i garstką kibiców na nich nie zależało. Postępy są, już nie przegrywamy czterdziestoma punktami. Gorzej, że brakuje czasu, by z nimi pracować. Rano trenować może tylko Kamil Sulima, reszta uczy się lub pracuje, a Andrzej ma problemy, żeby dojechać na mecz czy trening.
- A jak do klubu trafili Dominik Czubek, Tomasz Lipiński, Wojciech Leśniak?
- Już w grudniu śmialiśmy się z Robertem, że zorganizujemy casting. Damy ogłoszenie w prasie, że przyjść może każdy, kto chce zagrać w ekstraklasie. I prawie tak było. Wiedzieliśmy też, że będą protesty innych klubów, które walczą o utrzymanie, więc chcieliśmy tylko zawodników z niższych lig. Myśleliśmy, że nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, a okazało się, że i Tomek Lipiński, i Dominik Czubek mogą być postrachem ligi. Jeśli ktoś boi się Czubka, to, przepraszam bardzo, czemu nie wziął go wcześniej i czego w ogóle szuka w ekstraklasie?
Podstawowym kryterium było miejsce zamieszkania - żeby nie wynajmować mieszkań, bo to kosztuje, gotowość gry za darmo i wzrost, bo wysokich zawodników prawie nie mieliśmy. Po Wojtka Leśniaka zadzwoniliśmy do Polonii, Tomek Lipiński sam do nas zadzwonił. Okazało się, że choć studiuje w Toruniu, rodzice mieszkają w Warszawie i może zagrać. Dominika znam jeszcze z Pruszkowa, choć normalnie pracuje, zgodził się od razu. Dla niego musieliśmy przesunąć treningi, tuż po pracy zabieram go do klubu, a potem odwożę do domu.
- W lidze zaczął brylować Kamil Sulima, który wcześniej grał mało.
- Kamil jest niesamowicie uzdolniony rzutowo, w to nikt nie wątpi. Był jednak zawsze słabym defensorem, jakby niespecjalnie przykładał się do gry w obronie. W poprzednim składzie przegrywał rywalizację z Wojtkiem Majchrzakiem, a gdy dodać do tego, że nawet wysocy zawodnicy Tomek Cielebąk czy Łukasz Kwiatkowski umieli rzucić z dystansu, to dla Kamila na parkiecie brakowało miejsca. Zawsze mu mówiłem: "Zaczniesz bronić, będziesz grał". Nie jestem oryginalny, dla mnie koszykówka zaczyna się od obrony. I cały czas powtarzam, że zwłaszcza mecze wyjazdowe wygrywa się defensywą. W obcych halach nie jesteśmy w stanie rzucić więcej niż 80 punktów, więc rachunek jest prosty - żeby wygrać, trzeba utrzymać przeciwnika poniżej tej granicy. Na wyjazdach spada nam skuteczność, bo w hali na Bemowie kosze są inne niż w większości sal w Polsce. To jest naszym atutem w meczach u siebie, ale często przekleństwem na wyjazdach.
- Powtarza Pan, że chce po prostu dograć do końca sezonu, na razie wszystko wygląda na to, że dokończycie rozgrywki, a macie też szanse na utrzymanie w lidze. Co dalej z Legią?
- Jeśli będzie choć najmniejsza szansa na niezajęcie ostatniego miejsca, będziemy chcieli ją wykorzystać. Na boisko zawsze trzeba wychodzić, żeby wygrać mecz, a nie żeby go rozegrać. My możemy wygrywać tylko wtedy, gdy zagramy na maksimum możliwości, a przeciwnicy słabiej, bo jeśli oni wzniosą się na wyżyny, nie mamy szans. Wiele zespołów ma podobne problemy, ich też dopada codzienność, brak pieniędzy. To siedzi w głowach, nie można przed tym uciec i gra się wtedy słabiej.
- Czy w Polsce jest profesjonalna liga koszykówki?
- Nie ma. Profesjonalnie są zorganizowane może cztery kluby. Jak można mówić o profesjonalizmie, jeśli rokrocznie kluby nie wywiązują się z kontraktów bez żadnych konsekwencji? Jak można powiedzieć zawodnikom, żeby grali, obiecać pieniądze i ich nie wypłacić? W polskiej lidze konsekwencje, i to niezawinione, ponoszą tylko trenerzy i zawodnicy. Takie spotkania ubogiego z bankrutem jak w Tarnowie, które ogląda 150 osób, nie mają chyba sensu w ekstraklasie. Przecież potencjalny sponsor zobaczy apatycznych zawodników, którzy nie umieją trafić spod samego kosza, i ucieknie z hali, gdzie pieprz rośnie. To pogarsza ogólny obraz ligi. We Francji potrafiono zrzucić do trzeciej ligi mistrza Final Four Limoges za niedociągnięcia finansowe, u nas nie.
- W porównaniu z poprzednim sezonem z Legii odeszli prawie wszyscy zawodnicy.
- Na pewno tego żałuję. W ubiegłym sezonie dopiero budowałem ten zespół, a przecież wtedy prawie pokonaliśmy Prokom, przegrywając na wyjazdach. Miałem obiecane, że zostanie ten sam skład - z Marcusem Williamsem i LeShellem Wilsonem. Potem okazało się, że pieniędzy jest mniej, dlatego nawet nie rozmawialiśmy z Amerykaninami. Mogliśmy ich mamić, obiecywać, ale to byłoby nieuczciwe. Te kwoty, które mieliśmy na obecny sezon - 2mln zł - wystarczyłyby w zupełności. W styczniu moglibyśmy nawet wzmocnić się jamimś Amerykaninem. Pierwszy problem, że pieniądze miały być od listopada, drugi że w końcu ich w ogóle nie było. I tak drużyna, która po drobnych retuszach mogłaby walczyć o zupełnie inne cele niż obecnie, rozpadła się.
- A czemu Pan został?
- Większość zawodników, którzy musieli odejść, to ja sprowadzałem do klubu. Byłem gwarantem, że będzie dobrze, a zostaliśmy oszukani. Chciałem koniecznie dokończyć sezon. Mam z Legią kontrakt i chę się z niego wywiązać, choć od lipca dostałem może 5 procent tego, co mam zapisane w umowie. Żyłem z tego co uskładałem, teraz zostały mi tylko długi. Miałem pracować w klubie jeszcze rok, ale po sezonie będę musiał się zastanowić co dalej. Jednak na razie nie mam nawet z kim rozmawiać, bo w klubie nie ma władz.
- Traktuje Pan pracę w Legii z tym składem jako wyzwanie?
- Decydując się na pracę trenera, podejmuje się wyzwanie. Ja lubię trenować bez względu na to, czy szkolę juniorów, czy seniorów. Dzięki zmianie składu nie popadam w rutynę, przypominam sobie o fundamentalnych rzeczach, o których, pracując z już ukształtowanymi zawodnikami, się zapomina. Najważniejsza jest satysfakcja z pracy. Cieszyłem się z awansu do ekstraklasy, cieszyłem z play off z Legią, cieszę się, gdy widzę, że uczony przeze mnie wcześniej zawodnik wypłynął i dobrze gra. Nie chodzi tu o udowadnianie komuś, że coś potrafię. Udowadniać coś mogę tylko sobie.
Rozmawiał Adam Banaszkiewicz
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
24.03.2003 - Kto pożyczy?
Rozmowa z Andrzejem Sinielnikowem, rozgrywającym Legii.
- Pamięta Pan jeszcze, kiedy ostatnio w PLK wygrała Legia?
Andrzej Sinielnikow: Oj nie! To chyba było w grudniu, ale z kim, to nie wiem.
- 13 asyst w meczu ze Startem to w tym sezonie rekord w PLK.
- Ja nie podchodzę do meczu, by bić jakieś rekordy w statystykach. Gram w każdym ze spotkań, jak najlepiej potrafię i mogę, a to, że takiemu dziadkowi jak ja udaje się jeszcze mieć rekordowe - jak słyszę - 13 asyst, tylko mnie cieszy. To jednak dla mnie mało ważne. Najważniejsze, że wygraliśmy i nie jesteśmy już czerwoną latarnią ligi.
- Czy zagra Pan w następnych meczach?
- Chyba tak. Jeśli mi rodzina, znajomi znów pożyczą parę groszy, to przyjadę z Białegostoku i zagram. Ja naprawdę nie mam środków do życia. Gdzieś słyszałem, że są już jakieś pieniądze na moje przyjazdy i wszystko się zmieni. Na razie jednak wiem, że Legia tylko obiecuje, poczekajmy więc. Ja dojeżdżam za swoje, bo naprawdę sprawia mi radość gra w Legii z tymi młodymi chłopakami, pojedynki z najlepszymi, czasem - jak dziś - uda się coś wygrać. Nie było mnie ostatnio, bo nie miał mi kto pożyczyć... Bardzo żałowałem.
- Trener mówi, że Legia z Panem w składzie to inny zespół, zdolny wygrywać.
- Cieszę się, ale pamiętajmy, że na boisku gra jeszcze czterech innych kolegów. Sam nic nie wygram, a te 13 asyst to przecież dzięki kolegom. Ja tylko podawałem, oni musieli trafić. Nie można nas na pewno lekceważyć, co niektórym się już zdarzało. Legia tanio skóry nie sprzeda.
- Czyli wierzy Pan w utrzymanie?
- Sam już nie wiem. Stać nas na to. Przyjedzie na przykład do nas niedługo zespół ze Słupska, pewny miejsca w play off. Jeśli nas zlekceważą, obiecuję, że wlepimy im 40 i pojadą z tym bagażem do domu. Innym też. My gramy za darmo, Dominik Czubek, Kamil Sulima i ja to koszykarze niewidziani w wielu klubach PLK i I ligi. Teraz pokazujemy, że niesłusznie. Gramy i walczymy jak ci, którzy dostają za to samo pieniądze. Chcemy dla Legii jak najlepiej, ale bez wsparcia miasta, klubu i działaczy możemy nie udźwignąć tego ciężaru. Widać gołym okiem, że Legię można uratować! W tym klubie zawsze był i będzie potencjał. Przykładem niech będą ci chłopcy, którzy pół roku temu marzyli o debiucie w PLK, a dziś wygrywają w niej mecze.
Rozmawiał Piotr Kochański
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
13.03.2003 - Ex-legioniści nie pomogli Wiśle
Czterech koszykarzy Legii przeszło zimą do krakowskiej Wisły, która w tym sezonie walczyła o awans do ekstraklasy. Walczyła, bowiem, wczoraj straciła szanse na awans przegrywając w Zgorzelcu z miejscowym Turowem 90-82. W półfinale play-off Wisła ostatecznie przegrała 2-3. Nie pomogli byli legioniści - Wojciech Majchrzak, Wojciech Żurawski, Łukasz Kwiatkowski i Marcin Stokłosa. Należy jednak przyznać, że to właśnie oni zdobywali dla krakowskiego zespołu większość punktów w ostatnich meczach. Mimo to odpadnięcie Wisły z dalszych play-offs należy traktować jako niespodziankę, bowiem po zimowych wzmocnieniach była ona określana drużyną supergwiazd (jak na I ligę) i powszechnie uważano, że awans do PLK, w takim składzie, wywalczy z łatwością.
|
|
15.02.2003 - Wzmocnienie Legii stanie się faktem?
Znalazł się sponsor, który zapłaci 40 tysięcy złotych PZKosz, aby Legia mogła wystawiać czterech zawodników. Tak więc w Pruszkowie Legia zagra już nieco wzmocniona (oby!). Nowi zawodnicy to: Dominik Czubek (poprzednio rezerwy właśnie Old Spice Pruszków), Tomasz Lipiński (Polpak Świecie), Wojciech Leśniak (rezerwy Polonii Warszawa) i Michał Kuraś (student warszawskiej AWF) - trafili oni do warszawskiej Legii na przełomie stycznia i lutego, jednak do dnia dzisiejszego nie mogli reprezentować barw nowego klubu.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
04.02.2003 - W siódemkę przeciw Azotom?
Legioniści znajdują się w fatalnej sytuacji. Jeśli PLK nie pozwoli grać czterem zawodnikom, których Legia próbowała zgłosić do rozgrywek, w jutrzejszym spotkaniu "wojskowi" wystąpią w siódemkę. Występ Karola Dębskiego i Piotra Otto, z powodu kontuzji, jest praktycznie niemożliwy.
źródło: Bodziach (legialive.pl)
|
|
31.01.2003 - Nowi zawodnicy?
Z zespołem Legii trenuje już Dominik Czubek z Pruszkowa. Poza tym jest szansa, że dołączą także kolejni zawodnicy...nie wiadomo tylko, czy uda załatwić się sprawy formalne, uprawniające zawodników do gry. Być może w Legii pojawi się skrzydłowy Polonii (do której przeszedł z...Legii) - Michał Polanowski (204cm wzrostu), a także Robert Michalski (z Francji), który sam zgłosił się do Legii. Jest szansa, że pojawi się także koszykarz ze Świecia.
Dziś mija termin zgłaszania zawodników do rozgrywek PLK.
źródło: Bodziach (legialive.pl)
|
|
29.01.2003 - Start Lublin nie popisuje się fair play
Legioniści mają olbrzymie kłopoty kadrowe. W składzie pozostali jedynie Andrzej Sinielnikow i Kamil Sulima. Pozostali gracze to juniorzy, z których większość dziś debiutowała w PLK (w meczu z Czarnymi). Działacze Legii i władze PLK, zwrócili sie do pozostałych klubów o pozwolenie na możliwość gry w Legii zawodników Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZKosz Warka. Zgody na to nie wyrazili działacze Startu Lublin, który jest również zagrożony spadkiem.
Niestety ciężko doszukiwać się tu zasady fair-play... 8 lutego Legia zagra spotkanie w Lublinie ze Startem. Miejmy nadzieję, że nasi, z pewnością zdolni juniorzy, pokażą się z jak najlepszej strony i utrą lublinianom nosa.
źródło: Bodziach (legialive.pl) - na podst. onet.pl
|
|
29.01.2003 - Cielebąk w Czarnych Słupsk?
Czarni Słupsk są zainteresowani pozyskaniem Tomasza Cielebąka, który ostatnio występował w Legii. Zawodnik nie pojedzie z Legią na mecz z Czarnymi, nie wystąpi też z pewnością w drużynie przeciwnej, gdyż załatwianie formalności nie trwa aż tak krótko. Kluby PLK mogą zatrudniać nowych graczy do 31 stycznia.
źródło: Bodziach (legialive.pl)
|
|
28.01.2003 - Czy Czarni Słupsk umożliwią rozegranie meczu?
Ostatnio PZKosz wydał decyzję, że kluby które nie wpłaciły 40 tysięcy złotych (żeby mogła obowiązywać formuła open), nie mogą otrzymać licencji dla zawodników. Ze zobowiązania wywiązały się tylko 2 kluby PLK. Jednak Legia jest spośród wszystkich dwunastu zespołów w najgorszej sytuacji. Warszawę opuściło już 6 graczy, a kolejnych dwóch nie może zagrać z innych przyczyn (Przewrocki...nie ma licencji, a Kozłowski jest kontuzjowany). Czy więc jutro legioniści wystąpią w Słupsku (trenerzy planowali wystawić juniorów)? Jest jeszcze cień szansy... Jeśli Czarni Słupsk zgodzą się, aby Legia wpisała do składu czterech, nie zgłoszonych dotąd do gry, wychowanków (Piotr Otto, Piotr Nawrot, Marcin Suchomski, Michał Costanzo), to spotkanie odbędzie się. W innym przypadku mało prawdopodobne jest, że Legia w ogóle do meczu przystąpi.
źródło: Bodziach (legialive.pl) - na podst. Gazety Wyborczej
|
|
28.01.2003 - Czterech ex-legionistów w I-ligowej Wiśle Śnieżce Kraków
Czterech koszykarzy Legii Warszawa: reprezentant Polski Wojciech Majchrzak, Wojciech Żurawski, Marcin Stokłosa i Łukasz Kwiatkowski wzmocni pierwszoligowy zespół Wisły Śnieżki Kraków. Wiślacy chcą awansować w tym sezonie do Polskiej Ligi Koszykówki.
Z powodu trudności finansowych Legia Warszawa, grająca w PLK, dała wolną rękę swym koszykarzom. Wisła zaproponowała wspomnianej czwórce przenosiny do Krakowa. Trener wiślaków Ryszard Żmuda zna dobrze Majchrzaka, Żurawskiego, Stokłosę i Kwiatkowskiego - pracował z nimi wcześniej w Unii Tarnów.
źródło: PAP
|
|
25.01.2003 - Chabelski: 'Najłatwiej byłoby zrezygnować'
Robert Chabelski: "Sytuacja jest tragiczna, więc rozumiemy koszykarzy, którzy w takiej sytuacji odchodzą z klubu. Z Jackiem Gambalem uznaliśmy, że zostaniemy, bo widzimy sens pracy z młodzieżą. Najłatwiej byłoby zrezygnować, ale to oznaczałoby rozwiązanie sekcji, a z trenerem Gembalem nie chcemy dopuścić do upadku Legii. Nie raz, nie dwa pracowaliśmy z młodzieżą.
Utrzymanie drużyny daje jakąś nadzieję, choć zdaję sobie sprawę, że w takim składzie szanse na pozostanie w ekstraklasie są minimalne. Jednak nawet widmo degradacji stwarza szanse, że za jakiś czas, kilka miesięcy, rok, sytuacja może się poprawić. Może jakiś sponsor będzie chciał zainwestować mniejsze pieniądze i będziemy mogli rozpocząć budowanie zespołu od nowa."
źródło: PAP
|
|
24.01.2003 - Rozpad zespołu Legii
Zespół Legii przestał istnieć. Zawodnicy, którzy w obecnym sezonie otrzymali tylko jedną wypłatę, wczoraj pożegnali się z trenerami. Drużyna ma dokończyć rozgrywki, choć jej skład jest obecnie jednym wielkim znakiem zapytania. Przed trenerami Jackiem Gembalem (sam zmaga się z problemami finansowymi po tym, jak jesienią wziął kredyt, by wypłacić swoim podopiecznym pieniądze) i Robertem Chabelskim stoi niezwykle trudne zadanie. Do dyspozycji będą mieli tylko kilku juniorów i... pustą kasę. Na dodatek do końca stycznia muszą uzupełnić skład, a we wtorek Legia znalazła się na liście klubów, którym PLK wydała zakaz zgłaszania do rozgrywek nowych graczy. Mimo tych przeciwności obaj szkoleniowcy nie mają zamiaru rezygnować.
- Kto podjąłby się prowadzenia takiego zespołu? Zostaniemy i będziemy z Jackiem walczyli do końca. Mam nadzieję, że pozyskamy graczy, którzy chcieliby się u nas wypromować. Może się uda, jeśli znajdą się pieniądze, zapewnić im przynajmniej zakwaterowanie i wyżywienie - mówi Robert Chabelski.
Ostateczna decyzja o pożegnaniu dotychczasowych graczy z zespołem Legii zapadła wczoraj przed południem. - Nie macie juź na co czekać. Pieniędzy nadal nie ma i nie wiadomo czy, i ewentualnie kiedy, się pojawią. Jeśli macie oferty z innych klubów, skorzystajcie z nich - powiedział bez ogródek swoim podopiecznym Jacek Gembal. Jako pierwszy stolicę opuścił Wojciech Żurawski. - Zaraz po spotkaniu z trenerami spakowałem manatki. Tuż po południu byłem już w drodze do rodzinnej Rudy Śląskiej. Nie mamy zamiaru siąść i płakać. Znajdziemy sobie nowe kluby i odbijemy się od dna. Ponieważ tylko dwa kluby PLK mogą obecnie pozyskiwać nowych graczy, trafię najprawdopodobniej na dwa miesiące do I ligi. Sezon będę natomiast chciał dokończyć w zagranicznej lidze, by się wypromować - zapowiada Żurawski.
Największym pechowcem jest Marcin Stokłosa. Przed przeprowadzką do Warszawy rozgrywający Legii w bardzo podobnych okolicznościach rozstawał się z zespołem Czarnych Słupsk. - Z deszczu wpadłem pod rynnę. Obym teraz nie wpadł do studni. W takich momentach odechciewa się grać w koszykówkę. Może lepiej byłoby się przekwalifikować, wrócić na studia i poszukać sobie nowej pracy? Sytuacja jest bowiem paradoksalna. Aby zmienić klub, będę się teraz musiał wpisać na listę transferową. Choć w tym sezonie grałem praktycznie za darmo, ta przyjemność będzie mnie kosztowała 6 tysięcy złotych - narzeka Stokłosa. Niewykluczone, że część byłych już koszykarzy Legii wzmocni mającą ambicje awansu do PLK pierwszoligową Wisłę Kraków.
źródło: Życie Warszawy
|
|
22.01.2003 - Dramatu c.d. (z domieszką czarnego humoru: zakaz transferów PLK)
Czekanie na decyzję nie jest już nawet nużące, to kwestia przyzwyczajenia - mówi koszykarz Legii Wojciech Żurawski. Wczorajszy, po raz nie wiadomo który ostateczny termin rozwiązania problemów klubu został zastąpiony następnym.
Beznadziejna sytuacja klubu nie zmieniła się ani na jotę. W to, że w czwartek o godz. 10, gdy mają zapaść "naprawdę ostateczne" decyzje drużyna nagle zostanie uratowana, nie wierzy praktycznie żaden z zawodników. - Mówiłem to już tyle razy, że zna pan to zdanie prawie na pamięć: jeśli nic nie udało się załatwić przez trzy miesiące trudno oczekiwać, że stanie się cud - ironizuje Żurawski.
Na spotkaniu w bemowskiej hali nie pojawił się prezes sekcji koszykówki Andrzej Szymański. Czekali na niego i zawodnicy i kibice, którzy chcieli wręczyć mu petycję z żadaniem ratowania klubu. Mimo to, zawodnicy postanowili czekać do dzisiejszego ranka. - Trudno znaleźć w środku sezonu wypłacalny klub, do tego taki, w którym będę grał, a nie siedział na ławce - mówi Żurawski.
Wbrew zapowiedziom skrzydłowy Legii nie podpisał jeszcze kontraktu z pierwszoligowym Turowem Zgorzelec. - Prezes Turowa dzwonił do mnie, pogawędziliśmy sobie przyjaźnie, ale nic z tego nie wynikło - twierdzi koszykarz. - Wciąż jestem związany kontraktem z Legią i najpierw trzeba go rozwiązać.
Jedynym koszykarzem wojskowych, który ma już pewny kontrakt w PLK jest reprezentant Polski Wojciech Majchrzak, który przechodzi do Noteci Inowrocław. Zapowiadany transfer Łukasza Kwiatkowskiego do Old Spice Pruszków nie doszedł do skutku, trener Arkadiusz Koniecki nie jest już zainteresowany pozyskaniem środkowego Legii. O propozycjach dla Tomasza Cielebąka i Marcina Stokłosy też na razie nie słychać. Dochodzi do tego zakaz transferów nałożony przez Zarząd PLK. Jeśli nie zostanie szybko zniesiony okaże się, że z Legii po prostu nie będzie można odejść. - Nie rozumiem zupełnie tej decyzji - mówi agent koszykarski Tarek Khreis, reprezentujący Majchrzaka, Żurawskiego, Stokłosę i Kwiatkowskiego. - Gdzie koszykarze Legii mają zarobić na utrzymanie? Wygląda na to, że jedyną szansą jest ulokowanie ich na zachodzie, ucieczka do cywilizacji.
Jeśli transfery zostaną uwolnione, Legia zamierza zrealizować scenariusz "juniorski". Trzon drużyny stanowić będą młodzi wychowankowie, wspierani przez Andrieja Sinielnikowa i Roba Hodgsona.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
19.01.2003 - Kolejne terminy i obietnice...
Prezes CWKS Legia Lech Święcicki na większość pytań dotyczących przyszłości sekcji koszykarzy odpowiada: nie wiem. Trenerzy nie odbierają telefonów, a zawodnicy mają coraz mniej nadziei. W środę na spotkaniu władz z drużyną mają zapaść ostateczne decyzje.
Legia od początku sezonu ma kłopoty finansowe i choć obecnie jej sytuacja jest gorsza niż kilka miesięcy temu, prezes CWKS, Lech Święcicki, nie dopuszcza możliwości rozwiązania sekcji, jak to się stało z siatkarzami.
"Nie potrafię powiedzieć, czy w najbliższym tygodniu wyjaśnią się sprawy finansowe - powiedział prezes Święcicki. - Jeśli nie dogadamy się ze sponsorem i większość zawodników odejdzie, to i tak nie rozwiążemy sekcji, a rozgrywki ligowe dokończą juniorzy".
Kilku koszykarzy Legii wyjechało z Warszawy, szukając nowych dla siebie klubów. Mają dość obietnic władz klubu o zaległych poborach i sponsora, z którym rozmowy trwają, ale nie przynoszą skutków. Z klubu chcą odejść między innymi Wojciech Żurawski, Wojciech Majchrzak, Łukasz Kwiatkowski i Tomasz Cielebąk.
"Jest jeden procent szans na pozostanie w klubie, jeśli w środę nie otrzymam konkretów od działaczy, gwarancji wypłaty pensji - powiedział Wojciech Żurawski. - Po raz pierwszy w karierze i mam nadzieję, że ostatni, znalazłem się w sytuacji, gdy w środku sezonu muszę szukać pracy. Na szczęście mam propozycje i z Polski i z Francji" - dodał środkowy Legii.
"Wiem, że prezes sekcji, pan Szymański robi wiele, by uratować zespół, ale obietnicami jesteśmy karmieni od września, a my mamy przecież na utrzymaniu rodziny - powiedział zdesperowany skrzydłowy Legii, Tomasz Cielebąk. - Wierzę w to, że w środę usłyszę coś pozytywnego. Jeśli tak się nie stanie wyjeżdżam z Warszawy".
Szanse na zmianę finansowej sytuacji w klubie są niewielkie. Prezes Święcicki na wszelkie pytania dotyczące finansów i rozmów ze sponsorem odpowiada lakonicznie, a najczęściej "nie wiem".
"Sytuacja się nie zmieniła. Nie wiem, czy sfinalizujemy rozmowy ze sponsorem w najbliższym czasie. Nie wiem kto zostanie w zespole" - powiedział prezes CWKS Legia Warszawa.
Termin, do którego kluby PLK mogą dokonywać zmian w składach upływa 31 stycznia.
źródło: PAP
|
|
17.01.2003 - Wywiad z prezesem CWKS Legia Warszawa, Lechem Święcickim: Walczymy o przetrwanie
Zawodnicy, bezskutecznie czekający na wypłaty od początku sezonu, czyli pięciu miesięcy, optymistami już nie są. Mają dość ciągłych obietnic, że pieniądze będą, ale jeszcze nie teraz. Jeśli nie będzie ich dzisiaj, solidna drużyna przestanie istnieć, a sezon dokończą juniorzy.
- Jak na dzień przed ostatecznym terminem ustalonym przez zawodników wyglądają negocjacje ze sponsorami? Czy zawodnicy mogą liczyć na wypłaty?
Lech Święcicki, prezes CWKS Legia Warszawa: Rozmowy, które prowadzimy wraz z prezesem sekcji koszykówki Andrzejem Szymańskim, są na tym samym etapie. Cały czas pertraktujemy z firmami, które mogłyby wspomóc zespół. Zwykle na dziesięć z nich dwie są zainteresowane współpracą, ale konkretów, czyli pieniędzy, nie ma. Budżet oparliśmy na umowach z dwoma firmami, które nie wywiązały się z nich. Stąd wszystkie kłopoty. Jeszcze teraz [rozmawialiśmy w czwartek wieczorem - red.] prezes Szymański prowadzi negocjacje. Od kilku firm odpowiedź mamy dostać jutro przed południem. Wierzę, że jeśli nie teraz, to w najbliższym tygodniu znajdziemy wyjście z sytuacji. A czy zawodnicy poczekają, to już inna kwestia.
- Zakładając najgorszy scenariusz, co stanie się z drużyną?
- Na pewno nie zostanie rozwiązana. Zamykanie sekcji to byłby absurd, zamykanie jakiejkolwiek drogi do poprawy. Zostalibyśmy z długami, które i tak musielibyśmy spłacić. Zawodnikom, których rozterki rozumiem, bo wiem, że gra w koszykówkę to jest ich zawód i z niego się utrzymują, damy wolną rękę. Będą mogli odejść. Jeśli odejdą wszyscy, sezon dokończą juniorzy i nie można wykluczyć, że w przyszłym roku Legia znajdzie się w pierwszej lidze. Wierzę, że przynajmniej ze stabilnym budżetem.
- A trenerzy?
- Jacek Gembal i Robert Chabelski są na tyle doświadczonymi ludźmi, że powinni podzielać moje zdanie. Wierzę, że poprowadzą drużynę do końca.
- Jak procentowo ocenia Pan szanse, że jutro podpiszecie umowy?
- Fifty-fifty, choć jestem wciąż optymistą. Sprawę uznam za rozwiązaną dopiero wtedy, gdy księgowy powie mi o wpłynięciu pieniędzy na konto. Kilka razy dostawaliśmy już sygnały, że kwoty zostały przelane, ale nic takiego się nie stało. Może było tak, bo zbytnio naciskaliśmy i zapewnienia padały na odczepnego? Jesteśmy w obłędnej sytuacji, walczymy o przetrwanie sekcji.
Rozmawiał Adam Banaszkiewicz
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
16.01.2003 - Koszykarze Legii czekają do piątku
Wczoraj miały zapaść decyzje o przyszłości koszykarskiej sekcji Legii. Po raz kolejny ostateczny termin okazał się nieostateczny. Zawodnicy zawarli z trenerami dżentelmeńską umowę, że czekają do piątku. Jeśli od dawna zapowiadane umowy ze sponsorami nie zostaną podpisane, drużyna przestanie istnieć.
Historia zmagań koszykarzy Legii z finansami przypomina nużący brazylijski serial. Za każdym razem przed kulminacyjnym wydawałoby się momentem decyzje zostają przekładane. Tak było i wczoraj. Na spotkaniu z zawodnikami pojawili się tylko trenerzy, zabrakło przedstawicieli kierownictwa klubu. Jacek Gembal i Robert Chabelski znów przekonywali zawodników, czekających od początku sezonu na pieniądze (wypłaty "na przetrwanie" dostali tylko przed świętami), żeby dali prezesowi czas na podpisanie umów ze sponsorami. Sprawa może rozstrzygnąć się w ciągu najbliższego tygodnia, ale zawodnicy, i trudno im się dziwić, umówili się z trenerami, że czekają tylko do piątku. Muszą mieć czas na znalezienie nowych pracodawców, kontrakty w PLK podpisywać można tylko do końca stycznia.
- Usłyszeliśmy te same obietnice, trudno wciąż wierzyć, że coś się zmieni - mówi kapitan Legii Wojciech Majchrzak. - Jeśli nic się nie wyjaśni, odchodzę. Tu chodzi o przeżycie, nie ma sensu zostawać w klubie, w którym nie ma ani złotówki. Jeśli przed piątkiem dostanę konkretną ofertę, to zadzwonię tylko do trenera, spytam, czy są sponsorzy, a jeśli nie, nie będę się długo wahał.
Co stanie się z Legią, jeśli w piątek okaże się, że sponsorów wciąż nie ma? Możliwe, że klub dokończy sezon wystawiając juniorów, a trzon obecnego składu rozjedzie się po Polsce.
- Pytanie o przyszłość Legii proszę kierować do prezesa - mówi Wojciech Żurawski. - Moja stoi pod znakiem zapytania. Gdy miałem oferty, łudziłem się, że wszystko się wyprostuje, teraz musiałbym sprawdzić, czy propozycje sprzed półtora miesiąca są nadal aktualne. Wierzyć w szczęśliwe rozwiązanie zawsze trzeba, ale wiary mam coraz mniej - dodaje.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
16.01.2003 - Majchrzak odchodzi
Koszykarz Legii, występujący także w reprezentacji Polski, Wojciech Majchrzak, postanowił odejść z Legii. Decyzja zawodnika jest spowodowana tym, że klub nie płaci (nie tylko jemu) należnych pieniędzy. Ostatnio "Maja" spisywał się znacznie poniżej oczekiwań, a zespół przegrał 4 mecze z rzędu.
- Środowe spotkanie nie przyniosło żadnej zmiany sytuacji dla koszykarzy. Usłyszeliśmy te same obiecanki, jak podczas poprzednich spotkań, żadnych konkretów. Nie widzę możliwości dalszego wywiązywania się z kontraktu. Mam propozycję z kilku drużyn i myślę, że do końca tygodnia sfinalizuję nową umowę - powiedział Majchrzak.
W sumie to odejście budzi mieszane uczucia, bo z jednej strony Majchrzak to najlepszy koszykarz Legii co udowodnił niejednokrotnie. Ponadto jest zawodnikiem walecznym, ambitnym i potrafiącym 'pociągnąć' zespół, być jego liderem.
Ale z drugiej strony jego postawa w ostatnich meczach i na treningach była naganna. A wynikało to z przyziemnego powodu - przedłużającego się braku wypłat pieniędzy. Oczywiście każdego zawodnika by to irytowało i szukałby być może nowego klubu - o to nie można mieć żadnych pretensji. Natomiast co zraża i świadczy o braku profesjonalizmu popularnego "Maji", to właśnie obrażenie się na klub i pozorowanie gry w ostatnich spotkaniach. A przecież co innego deklarował w swych wypowiedziach: normalne przygotowania i grę. Poza tym to właśnie Majchrzak był zawsze najbardziej aktywny w krytyce zaległości klubu wobec zawodników. Tak jakby to właśnie jemu ze wszystkich zawodników najbardziej zależało tylko na pieniądzach. Oczywiście wiadomo, z czegoś trzeba utrzymać rodzinę - ale inni zawodnicy też muszą utrzymywać rodziny a jednak potrafią powstrzymać języki, nie robić afer i być profesjonalistami do końca (popatrzmy jak ambitnie i z zaangażowaniem grali w ostatnich meczach choćby Żurawski (pokłony!) i Sinielnikow). A jeśliby szukali po cichu innego klubu, nie miałbym o to do nich żadnych pretensji. Natomiast Majchrzak zachowywał się po prostu nie fair i nie popisał się etyką. To wszystko może się odbić nawet na nim samym - zaległości treningowe mogą objawić się w następnym klubie.
źródło: Bodziach (legialive.pl)
|
|
11.01.2003 - Czekanie na 15 stycznia
Legioniści od początku sezonu otrzymali tylko po kilka tysięcy złotych, a ich kontrakty w ogóle nie są realizowane. Wszystko miało się wyjaśnić na początku tego roku.
- Ale w ostatnim tygodniu szefowie sekcji nie mogli się z nami spotkać, więc poczekamy do środy 15 stycznia. Ponoć do tego dnia wszystko ma być już w porządku, ale słyszeliśmy to wiele razy wcześniej. Może trzeba będzie się rozstać, ale najbliższe dwa mecze rozegramy i normalnie się do nich przygotowywaliśmy - mówi kapitan zespołu Wojciech Majchrzak, który w poniedziałek znów został powołany do reprezentacji Polski na mecze eliminacji mistrzostw Europy.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
06.01.2003 - Maja znowu w kadrze
Dariusz Szczubiał ogłosił skład reprezentacji Polski na dwa ostatnie mecze eliminacji do mistrzostw Europy - z Francją i Białorusią. W kadrze zaszły zmiany, ale Szczubiał ponownie powołał legionistę - Wojciecha Majchrzaka.
Oto kadra powołana przez trenera Szczubiała:
rozgrywający: Koszarek (SMS Warka), Pluta (Anwil), Szcześniak (Stal), Majchrzak (Legia)
skrzydłowi: Zieliński, Tomczyk, Wiekiera (Śląsk), Szawarski (Stal), Dylewicz (Prokom)
środkowi: Bigus (Komfort), Korytek (Gravelines Dunkierka), Szewczyk (TXU Brunszwik).
Gratulujemy Wojtkowi i życzymy powodzenia - oby utrzymał znakomitą ostatnio formę.
|
|
27.12.2002 - Dlaczego Kwiatkowski nie zagrał w ostatnim meczu ligowym z Prokomem
Powodem absencji Łukasza Kwiatkowskiego w meczu z Prokomem był protest koszykarza. Center Legii uważa, że został inaczej potraktowany niż pozostali koledzy i dlatego zdecydował się zaprotestować. - Postanowiłem zaprotestować, bo nie zostałem tak samo potraktowany jak inni. Nawet za poprzedni sezon wszystkim wypłacono, a mnie nie. Teraz znów było podobnie, więc postanowiłem nie grać w tym meczu - powiedział "Kwiatek".
Oto komentarz trenera Legii, Jacka Gembala: "Uważam, że Łukasz nie ma racji, ale w obecnej sytuacji nie mam możliwości przymusić zawodnika do gry. Taką podjął decyzję i już."
źródło: Bodziach (legialive.pl)
|
|
06.12.2002 - Koszykarze Legii jednak zagrają w sobotę
Wygląda na to, że koszykarska drużyna Legii pozostanie w niezmienionym składzie. W ostatniej chwili pojawił się tajemniczy sponsor. W piątek pierwsze pieniądze mają pojawić się na kontach zawodników.
Długi serial pod tytułem "Walka o przetrwanie Legii" zbliża się ku szczęśliwemu końcowi. Po środowych rozmowach z prezesem sekcji Andrzejem Szymańskim i pojawieniu się sponsora, który obiecał pomoc, przyszedł czas na czyny. - Dziś o godz. 14 poszedł przelew na nasze konta - opowiadał rozgrywający Legii Andriej Sinielnikow w czwartek wieczorem. - Nie znam się na bankowych procedurach, ale już w piątek mamy mieć pieniądze. W sobotę powinniśmy więc zagrać w pełnym składzie.
W podobnym, lecz również tylko lekko zabarwionym optymizmem, tonie wypowiada się skrzydłowy Wojciech Żurawski. - Czy zagramy? Raczej tak, jednak w stu procentach pewny nie jestem - mówi. - Słyszeliśmy już tyle obietnic, ale teraz chyba naprawdę się coś ruszyło.
Jeszcze kilka minut przed 17 w środę drugi trener Legii, Robert Chabelski, nie wiedział, jak wygląda sytuacja w klubie. - Właśnie zaczynamy trening. O widzę, że wszyscy są - relacjonował. - Rano też wszyscy trenowali, ale pewności, że zagramy nie mam.
Wszyscy zdają sobie sprawę, że obecne rozwiązanie jest tymczasowe. Trener Chabelski unikał nazywania człowieka, który pomaga Legii, sponsorem. Wciąż trwają poszukiwania stałych sponsorów, żeby koszykarze nie byli zdani na pomoc darczyńców. Zawodnicy deklarowali grę w sobotnim meczu z Old Spice Pruszków, ale większość uzależniała dalszy pobyt w Warszawie od całkowitego uregulowania należności. - Jeśli dostałbym lepszą propozycję z innego klubu, nie zastanawiałbym się długo - otwarcie mówi Łukasz Kwiatkowski.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
25.11.2002 - Koszykarze Legii grożą strajkiem
Koszykarskiej drużynie Legii grozi upadek. Zawodnicy mają już dość czekania na pieniądze i zagrozili, że dopóki ich nie dostaną, nie będą grać. Tajemniczy sponsorzy, których pieniądze miały uratować klub, do tej pory nie przekazali Legii funduszy.
20 listopada miał być w Legii wielkim dniem. W środę koszykarze, którzy od początku sezonu nie dostawali wypłat i częściej myśleli, jak utrzymać rodziny, niż jak pokonać rywali, mieli wreszcie dostać pieniądze. Mieli, bo sponsorzy, którzy obiecali wsparcie dla drużyny, nie przelali na konto Legii ani złotówki. Zawodnicy, którzy grali za darmo, na darmo również czekali. Teraz czują się oszukani. - Sytuacja jest, delikatnie mówiąc, nieciekawa - mówi anonimowo jeden z nich. - Wszyscy zgodziliśmy się poczekać na pieniądze, przeczekać trudne czasy. Pieniędzy nie ma, a nasza cierpliwość się kończy.
Solidnej drużynie zbudowanej przez trenera Jacka Gembala, która mimo problemów nieźle spisywała się w lidze, grozi rozpad. Koszykarze chcą szukać nowych klubów, niektórymi już zainteresowały się zespoły PLK. - Nie chcę tego komentować - mówi trener. - Wciąż liczę, że pieniądze się pojawią. Faktury zostały wystawione, a żaden ze sponsorów nie wycofał się ze współpracy.
Na razie jednak Gembalowi, który wraz z asystentem Robertem Chabelskim od sierpnia (gdy zaczęły się przygotowania do sezonu) starał się utrzymać Legię przy życiu, może być bardzo trudno przekonać koszykarzy, żeby wstrzymali się z odejściem. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zawodnicy zapowiedzieli, że odmówią gry, dopóki nie dostaną pieniędzy. Z tego powodu nie odbędzie się też zaplanowany na dziś sparing legionistów z Polonią.
O dwóch wysokich graczy - Wojciecha Żurawskiego i Łukasza Kwiatkowskiego - stara się już podobno Old Spice Pruszków. - To wyróżniający się gracze polskiej ligi i na pewno nie tylko my bylibyśmy zainteresowani ich pozyskaniem - ocenia trener Pruszkowian Arkadiusz Koniecki. - Dwa miesiące temu rozmawiałem z Wojtkiem, ale dopóki on i Kwiatkowski są koszykarzami Legii, sprawy przejścia ich do nas po prostu nie ma.
Pojawiła się też plotka o odejściu samego Gembala. Podobno miał objąć pierwszoligową Kotwicę Kołobrzeg, która nie przedłużyła kontraktu z trenerem Józefem Janielem. - Co to za bzdury, nikt się ze mną nie kontaktował - obruszył się trener Legii. - Mam kontrakt z Legią do 31 maja 2004 roku.
źródło: Gazeta Wyborcza
|
|
23.11.2002 - Majchrzak punktuje w meczach kadry Polski
Wojciech Majchrzak zdobył 16pkt (w tym 4x3) w zakończonym klęską polskich koszykarzy meczu z Estonią (63:78) w ramach eliminacji ME. Porażka ta definitywnie przekreśliła szanse Polaków na awans do finałów ME.
Majrzak większość swoich punktów (11) zdobył w 4 kwarcie, gdy wynik meczu był już przesądzony. 'Maja' był drugim strzelcem ekipy Polski zaraz po Kordianie Korytku (17pkt).
Trzy dni wcześniej w również przegranym meczu z Łotwą Majchrzak zdobył 5pkt (1x3).
Szkoda, że niezłe występy legionisty nie szły w parze z sukcesami reprezentacji.
|
|
05.11.2002 - Majchrzak w kadrze Polski!
Wojciech Majchrzak to jedyny legionista powołany przez Dariusza Szczubiała na trzy eliminacyjne mecze do ME w 2003 roku. Polacy zagrają kolejno z: Łotwą w Rzeszowie (20 listopada), Estonią na wyjeździe (23 listopada) i Węgrami w Rzeszowie (27 listopada).
Kadra na mecze eliminacyjne:
rozgrywający: Paweł Szcześniak (Gipsar Stal Ostrów Wlkp.), Andrzej Pluta (Anwil Włocławek), Wojciech Majchrzak (Legia Warszawa), Jacek Krzykała (Prokom Trefl Sopot)
skrzydłowi: Dominik Tomczyk, Maciej Zieliński, Paweł Wiekiera (wszyscy Idea Śląsk Wrocław), Wojciech Szawarski (Gipsar Stal Ostrów Wlkp.), Adam Wójcik (Unicaja Malaga)
środkowi: Joe McNaull (Prokom Trefl Sopot), Kordian Korytek (Gravelines Dunkierka), Piotr Szybilski (Peristeri Ateny), Szymon Szewczyk (TXU Brunszwik).
Majchrzak został powołany mimo słabych występów w ostatnich meczach ligowych Legii - jest to więc odważna decyzja Szczubiała. Miejmy nadzieję, że będzie udana i popularny 'Maja' wreszcie się przełamie i odpłaci dobrą grą za zaufanie trenera.
|
|
23.10.2002 - Statystyki
Po sześciu kolejkach Legia zajmuje 9 miejsce w tabeli PLK. W statystykach niektórzy legioniści są znacznie wyżej.
Łukasz Kwiatkowski, który w okresie przygotowawczym musiał leczyć kontuzję... jest na razie najlepszym blokującym w lidze (1,67 bloku na mecz). Pod względem ilości punktów na mecz, w czołówce znajduje się Tomasz Cielebąk - 14,2. W nieco mniej prestiżowej kategorii - strat - prowadzi Marcin Stokłosa, rozgrywający Legii (4 straty na mecz).
|
|
21.10.2002 - Rob Hodgson - nowy zawodnik Legii
We wczorajszym meczu zagrał w Legii nowy zawodnik Hodgson Robert (199cm, ur. 1974).
Jest on amerykańskim zawodnikiem, który ostatni występował w zespołach z Portugalii i Francji, gdzie notował średnio 11.8pkt., 4.7zb.
Mimo dobrego występu 18pkt. 6zb. i 2 as. Hodgson nie ustrzegł Legii od porażki.
Miejmy nadzieję, że jego dalsze występy będę równie udane!
źródło: legia.e-basket.pl
|